czwartek, 29 grudnia 2016

Nietypowy obraz



Wiele lat temu dostałem bardzo nietypowe zamówienie na obraz olejny. Nietypowość tego zamówienia polegała na tym, że obraz miał być namalowany w kształcie koła na blasze nierdzewnej tzw. „kajnerze”. Obraz miał zdobić pokrywę  koła zapasowego, jakie posiadają samochody typu „Jepp” – z kołami zapasowymi umieszczonymi zazwyczaj na zewnątrz tylnej części samochodu.
Musiałem bardzo poważnie zmienić i zmodernizować technologię malowania obrazu olejnego w tym przypadku, gdyż gdybym to zrobił jak normalny obraz, to malowidło szybko zostało by zniszczone, tym bardziej, że zawsze na tyłach samochodów osiada sporo kurzu i błota.
Pan, który złożył mi takie zamówienie, nie chciał, aby ten obraz na kole samochodu był zwykłą fototapetą czy innym zdobieniem jakie często widać na różnych samochodach, ale właśnie obrazem olejnym, który miał być wręczony jakiemuś znanemu mistrzowi jeździectwa.
Miała to być niespodzianka dla mistrza, który jest Polakiem a mieszka w Niemczech. Dodatkową trudnością było i to, że na skaczącym przez przeszkodę koniu był właśnie ów mistrz, a miałem za zadanie przedstawić twarz, a raczej portret mistrza podczas skoku.

O ile samo malowanie tej scenki rodzajowej nie przedstawiało większych problemów, to były – jak wspomniałem -  problemy z samym przygotowaniem blachy do malowania, z odpowiednim  dobraniem gruntu, a najważniejsze było pokrycie obrazu odpowiednimi lakierami, bardzo twardymi i odpornymi na wszelkie zanieczyszczenia, a także na przeróżne warunki atmosferyczno-pogodowe  na jakie narażony jest samochód,  tak podczas jazdy, jak i podczas dłuższego parkowania na wolnym powietrzu. Normalny obraz wystarczy pokryć werniksem, ale to wystarcza jedynie do zabezpieczenia obrazu w warunkach pokojowych.
Gdyby obecnie przyszłoby mi namalować analogiczny obraz, być może skorzystałbym już z innych farb niż olejne artystyczne, gdyż obecnie można zakupić przeróżne farby, bardzo przydatne również do precyzyjnego malowania portretów narażonych na takie warunki użytkowania, jak opisany tu obraz. Ale wiele lat temu nie było takich możliwości, gdyż dostępne wtedy farby akrylowe nie spełniały postawionych mi wymagań.
 Gdy kilka lat po namalowaniu tego nietypowego obrazu, spotkałem  przypadkowo owego pana, który obraz zamówił, dowiedziałem się, że obraz nic się nie zmienił i jest taki sam jak po namalowaniu.

niedziela, 25 grudnia 2016

Moje fascynacje wigilijne



Bardzo często każdy z nas przy okazji Świąt Bożego Narodzenia wspomina przeżyte Wigilie i okoliczności z nimi związane. Ja również mam takie wspomnienia, jednak najbardziej w pamięci utkwił mi Wieczór Wigilijny, gdy w połowie lat sześćdziesiątych wraz z grupą przyjaciół (około piętnastu osób) wybraliśmy się na Pasterkę do „klasztorku”, w lesie koło Prudnika. 

Było to kilka lat po tym jak klasztor franciszkanów komuniści zamienili w więzienie dla księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego, a franciszkanów w wielkiej tajemnicy zmuszono by w ciągu paru minut opuścili mury klasztoru i wynieśli się z Prudnika. Sam klasztor wręcz nieprawdopodobnie zdewastowano, całość opasano zasiekami z drutu kolczastego, a mieszkańcom Prudnika nie wolno było nawet zbliżać się w pobliże tego tajemniczego więzienia, gdyż cała okolica była pilnie strzeżona przez wojsko i Urząd Bezpieczeństwa. 

Wigilia o której piszę, to okres, gdy ks. kardynał Stefan Wyszyński kilka lat był już na wolności, a obiekty klasztorne powoli odbudowywano, przy wielkiej ofiarności społeczności Prudnika i okolic. 
 Spadły wówczas ogromne ilości śniegu i pokonywanie około trzech kilometrów z Prudnika do „klasztorku” zajęło nam wiele czasu, gdyż po ciemku (idąc po bezdrożach i tylko na wyczucie) trzeba było przebijać się przez ogromne zaspy, co chwilę ktoś wpadał po uszy w zasypane śniegiem różne doły czy rowy, a śmiechu i radości było przy tym co niemiara. Szczególnie, gdy którąś z  piszczących wniebogłosy dziewcząt trzeba było wyciągać z jakiejś zaspy i oczyszczać ze śniegu. W końcu straszliwie umordowani, przemarznięci, ale wszyscy niebywale szczęśliwi dotarliśmy około jedenastej w nocy do zabudowań klasztornych. Byliśmy jako pierwsi, gdyż dopiero przed samą północą z Prudnika na Pasterkę zaczęli docierać inni mieszkańcy. 
                                                          Warta’2016  
http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/zdjecia/3696040,tlumy-podziwiaja-szopke-ojcow-bernardynow-w-warcie-zdjecia,4670406,id,t,zid.html


Wokół w lesie panowała niezwykła cisza, tylko pośród świerków padały olbrzymie płatki śniegu, a od Groty Lurdzkiej dobiegały delikatne szmery wijącego się pośród skał leśnego strumyka. Kto mógł przysiadł na pątniczej ławeczce i gdy w pierwszych chwilach wszyscy rozbawieni przypominaliśmy sobie nawzajem przeżycia i atrakcje pokonywanej drogi, to bardzo szybko umilkliśmy urzeczeni panującą pośród choinek ciszą i wsłuchując się w dobiegające wokół leśne szmery. 

Wówczas stała się rzecz niezwykła. Oto franciszkanie słysząc, że już pierwsi pielgrzymi dotarli do „klasztorku” delikatnie włączyli nagłośnienie okolicy klasztornej - głośników gdzieś tam porozmieszczanych i poukrywanych na przysypanych ogromem śniegu okolicznych drzewach. I nagle do szmerów strumyka i chrzęstu padających płatków śniegu przyłączył sie delikatny dźwięk kolędy „Wśród nocnej ciszy”. Była to tak niezwykle piękna kompozycja całości pośród zimowej scenerii, że nie tylko milczeliśmy, ale wszystkim nam dech zaparło w piersiach, bo byliśmy świadkiem czegoś wyjątkowo fascynującego i uczestniczyliśmy w jakimś niemal nieziemskim spektaklu wigilijnym, jakiego by chyba żaden reżyser nie wymyślił. Potem pośród skał, w drzemiącym świerkowym lesie popłynęły dźwięki - „Cicha noc, piękna noc, wszystko śpi.... i następne i następne kolędy.
            Jednak te pierwsze chwile tego niezwykłego spektaklu typu „światło i dźwięk” w przepięknej naturalnej scenerii, najbardziej utkwiły nam wszystkim w pamięci i do dzisiaj każdy z uczestników tamtej pasterkowej eskapady świetnie te momenty pamięta, jako wspaniałe i niezapomniane przeżycie wigilijne.
Grota Lurdzka. Prudnicki Las

            Dodatkową atrakcją było jeszcze to, że gdy siedzieliśmy tacy zmarznięci, a jednocześnie zafascynowani i szczęśliwi, wówczas podszedł do nas jeden z franciszkanów proponując nam gorącą herbatę. Dzisiaj przyznaję, że chyba dzięki tej rozgrzewającej herbacie uniknęliśmy przeziębień, ale wówczas była to dodatkowa przyjemność składająca się na to, że tamta Pasterka w Prudnickim Lesie z lat sześćdziesiątych tak wszystkim mam utkwiła w pamięci i stała się wyjątkowym przeżyciem.
             
Dzisiejsza okolica „klasztorku” jest bardziej uporządkowana, jednak dawniej wszystko wręcz tonęło w niezliczonej ilości świerków różnej wielkości i przeróżnych zarośli. A wszystko to przysypane śniegiem nawet w dzień tworzyło wręcz nieprawdopodobnie piękną scenerię, porównywalną chyba tylko z zachwycającymi ostępami leśnymi w niedostępnych górach.
            Także dzisiaj głośniki rozmieszczone po okolicy wydają się niczym szczególnym. Ale proszę pamiętać, że w tamtych czasach był to pewien ewenement w skali Polski, gdyż megafony mogły być wykorzystywane tylko publicznie do celów, jakie odpowiadały ówczesnym władzom - dla wychwalania komunizmu i propagowania treści i pieśni na jakie pozwalały władze.
                                                                          
PS.
Wiele fragmentów głośnego przed laty filmu fabularnego „Prymas” nawiązuje do prudnickiego” okresu uwięzienia prymasa – w tym np. potwornie zrujnowane wnętrze kościelne. 
Ks. kardynał Stefan Wyszyński uwięziony w Prudnickim Lesie w czasie swego tam pobytu ułożył treść Ślubów Jasnogórskich”, które od tego okresu wprowadzono do obrzędów Kościoła. Ten fakt ułożenia treści Ślubów w „klasztorku” - odkrył i udowodnił rodowity prudniczanin dominikanin ś.p. ojciec dr Jan Góra, z którym miałem przyjemność chodzić do tej samej szkoły podstawowej. 
Kilka lat temu podarowałem ojcu Janowi Górze reprodukcję mojej grafiki, przedstawiającą przyklasztorną Grotę Lurdzką – nieco powspominaliśmy lata dzieciństwa – w tym przepyszne poziomki, jakie wówczas można było w ogromnych ilościach znaleźć wokół klasztorku. 
Oryginał rysunku wiele lat temu przekazałem do sprzedaży na jednej z licytacji charytatywnych.