niedziela, 7 sierpnia 2016

Kwiaty, architektura, koty i orły

Od dawna mój starszy syn Kosma namawiał mnie, abym zaczął rysować piórkiem portrety zwierząt. Nie bardzo kwapiłem się do tego, gdyż w ogóle wykonywanie portretów, w dodatku tuszem nie jest takie łatwe. Tym bardziej, że w odróżnieniu od innych technik malarskich, wszelkie korekty oraz  poprawki takich rysunków są dosyć trudne i nie zawsze się udają. Ale zacząłem w końcu przymierzać się do takich portretów techniką piórko-tusz. 
Ta inicjatywa Kosmy miała też  głębsze uzasadnienie. Otóż synowa Eliza od dawna planowała uruchomić coś w rodzaju sklepu internetowego, w którym sprzedawane byłyby koszulki, torby czy inne gadżety z nadrukami moich (i nie tylko moich) grafik czy akwarel. Na początek uruchomiona została strona internetowa, na której dominują kwiaty oraz architektura „w kresce.” 


               Fontanna Trytona w Nysie     
     

Odtworzony wygląd nieistniejącego pałacu w Sławięcicach w Kędzierzynie-Koźlu. 
Do dzisiaj zachowały się jedynie kolumny ze schodami pięknej niegdyś budowli. Pozostałą część pałacu odtworzyłem ze starych zdjęć oraz na podstawie opowiadań mieszkańców Sławięcic

Anioł grający na lutni.
              Po II wojnie światowej ten pomnik przeszedł niezwykłe losy. Mało brakowało, a byłby sprzedany na złom i bezpowrotnie zostałby zniszczony przez komunistów. Tylko dzięki wielkiej determinacji i niezwykłej postawie mieszkańców Sławięcic, ten anioł ze spiżu został uratowany. 

 Jakiś czas temu została uruchomiona strona na serwerach amerykańskich http://weargraphics.design

                                
       Jak przystało na Amerykę, tu „wystartował orzeł”, którego rysunek jakby specjalnie narysowałem dla  USA.  Czy ten orzeł coś „pociągnie” – zobaczymy.



Ten rysunek orła wykonanego piórkiem, od chwili swego startu, już dosyć dobrze zamieszał i mocno usadowił się w Internecie.


            Żeby jakość uatrakcyjnić tę ofertę ptaków, obecnie zakończyłem pracę nad kolejnym orłem, tyle że w technice pasteli. Też jest to dla mnie pewne wyzwanie, gdyż dotychczas nigdy nie rysowałem pastelami, a wbrew pozorom ta technika też nie jest łatwa, gdyż nie za bardzo pozwala dokonywać  korekt czy poprawek. Wydaje się, że i ten pastelowy orzeł dosyć nieźle wygląda.
Sam jestem ciekaw dalszych efektów mej przygody z pastelami i tych jednak nowatorskich dla mnie rysunków.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Matka Boska Bolesna z Monasterzysk


W kościele we wsi Bogdanowice koło Głubczyc w woj. opolskim znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Bolesnej. W wiosce tej na południowo-zachodnim krańcu Polski corocznie we wrześniu (z udziałem Kresowian rozrzuconych po całej Polsce oraz po różnych krajach świata) od wielu lat odbywają się uroczystości poświecone kultowi Matki Boskiej Bolesnej.

Z obrazem tym związana jest bardzo powikłana historia, gdyż przed II wojną światową znajdował się on w kościele parafialnym w Monasterzyskach w powiecie buczackim (woj. tarnopolskie).
Pomijając już same bardzo tajemnicze i dziwne losy obrazu zanim zawisł na jednym z ołtarzy w kościele parafialnym w Bogdanowicach, to dzięki staraniom tamtejszego proboszcza Adama Szubki od 2014 roku kościół ten pw. Podwyższenia Krzyża Świętego został podniesiony do roli Sanktuarium Kultu Maryjnego.


Bardzo często przyjeżdżam na organizowane tam podniosłe uroczystości, gdyż też jestem Kresowiakiem, mieszkającym obecnie w Kędzierzynie-Koźlu na Opolszczyźnie. Moja mama Maria Fuławka (z domu Czuryło, urodzona niedaleko Pińska) pochodzi z Polesia, a ojciec Marian Fuławka urodził się we wsi Szwejków, położonej około  pięciu kilometrów od Monasterzysk.



Pierwotnie obraz wyglądał nieco inaczej niż obecnie. Wiele na ten temat można znaleźć w publikacjach monasterzyczanina Zbigniewa Żyromskiego – niestrudzonego piewcy ziemi buczackiej oraz mego kuzyna – Cezarego Żyromskiego, którzy od zawsze interesowali się tak samym obrazem, jak i swym miastem rodzinnym. Cezary, urodzony w Monasterzyskach, po wielu powojennych zawirowaniach zamieszkał wraz z rodzicami w Koźlu (obecnie Kędzierzyn-Koźle), a po studiach osiedlił się we Wrocławiu, które to miasto jest chyba największym skupiskiem przybyłych tam po wojnie Kresowian.


Później ten dosyć zniszczony obraz poddany został bardzo gruntownej renowacji i po odnowieniu obecnie wygląda tak: 

Za stroną http://parafia-bogdanowice.prv.pl/formy-kultu-maryjnego-w-bogdanowicach.html bogdanowickiej parafii podaję fragment opisu zawiłych losów tego wizerunku: […] Nadszedł pod koniec drugiej wojny dla Polaków czas najgorszy – kazano im opuścić ojczystą ziemię. Księża wraz z parafianami zaczęli się wówczas zastanawiać, co i w jaki sposób należy zabrać ze sobą z wyposażenia kościoła. Przede wszystkim postanowiono wywieźć cudowny obraz z wizerunkiem Matki Boskiej Bolesnej. Zdawano sobie sprawę, że mogą być kłopoty z wywiezieniem przedmiotów kultu religijnego, zwłaszcza przedstawiających wartość historyczną, toteż zapadła decyzja, by uczynić to z pomocą wiernych. Ukrycia wśród rzeczy osobistych „złotego obrazu” Matki Boskiej, który nazywany był tak od pozłacanej ramy, podjął się prawdopodobnie nieżyjący już Jan Kądzielski mieszkający w Monasterzyskach przy ul. 3 Maja. 
Nieznane są szczegóły tej akcji, ponieważ nie pozostawił on żadnego przekazu, uzyskałem tylko informację, że zostawił jakiś obraz w Łańcucie, gdzie zatrzymał się proboszcz parafii w Monasterzyskach ks. Antoni Joniec, który z tych okolic pochodził. Później okazało się, że chodzi właśnie o wizerunek Matki Boskiej Bolesnej. 
Na długie lata miejsce pobytu obrazu było byłym mieszkańcom Monasterzysk, rozproszonym po całym kraju, nieznane. Tymczasem gdy ks. Antoni Joniec stwierdził, że w Łańcucie nie ma możliwości eksponowania przywiezionych przedmiotów kultu religijnego, zdecydował, że gdy jego bratanek ks. Kazimierz Joniec, któremu powierzono probostwo w Bogdanowicach koło Głubczyc na Opolszczyźnie, odbuduje miejscowy kościół parafialny, zniszczony podczas wojny, otrzyma wówczas cudowny obraz wraz z pozostałymi przedmiotami z kościoła w Monasterzyskach. […]”


W 2011 roku ksiądz proboszcz Adam Szubka z Bogdanowic zaproponował mi, abym wykonał rysunek tuszem z wizerunkiem obrazu Matki Boskiej Bolesnej, zwanej tutaj teraz Łaskawą. Tę niezwykłą propozycję potraktowałem jako bardzo poważne wyzwanie, gdyż dotychczas nigdy nie wykonywałem takich portretowych rysunków techniką tusz-piórko. Mimo że miałem dosyć bogatą dokumentację fotograficzną, to i tak sporo czasu poświęciłem na bardzo dokładną analizę szczegółów oryginalnego obrazu. Kilkakrotnie też z ks. proboszczem omawialiśmy kolejne etapy mojej pracy, a uwagi księdza były mi bardzo pomocne przy kolejnych korektach rysunku i nanoszonych poprawkach. W końcu po wielu dniach mogłem oddać ukończoną pracę, a ksiądz nie krył swego zadowolenia z przekazanego mu rysunku.  


Miałem też ze sobą kilka reprodukcji mego rysunku Matki Boskiej z Monasterzysk, dlatego też poprosiłem księdza proboszcza Adama Szubkę, aby mi je poświęcił, co chętnie uczynił.