czwartek, 28 lipca 2016

Ciągnący się proces sądowy

Zapraszam na audycję  na temat procesu powodzian z rejonu Kędzierzyna - Koźla, powodzian skupionych wokół pierwszego w Polsce pozwu zbiorowego. 

Ten proces zaczęliśmy tuż po kataklizmie  powodzi w maju'2016.
Audycja była nagrana pod koniec toczącej się przez sześć lat tej bezprecedensowej sprawy.

Nagrywanie audycji w Radiu Opole
 27 
lipca 2016r


Link do audycji 

Zapraszam!

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!        
W dniu 11sierpnia 2016r w Sądzie Okręgowym w Opolu nastąpiło ogłoszenie wyroku w sprawie powodzian. Sąd opolski kolejny raz oddalił nasz pozew przeciwko władzom samorządom.
   Niestety w części obecnego sądownictwa dalej obowiązują dawne reguły  (rzekomo minionej epoki) władzy komunistycznej, że:
Władza ma zawsze rację!
A nawet gdyby tej racji nie miała,
 to tym bardziej władza ma rację!
 – o czym po raz kolejny mieliśmy okazję się przekonać w opolskim sądzie.
Oczywiście nie składamy broni i dalej będziemy dochodzić swoich praw drogą prawną.

”… ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy …


niedziela, 24 lipca 2016

Znaczek z grafiką

Kilka lat temu (w 2011r) na zlecenie Urzędu Miasta w Kędzierzynie –Koźlu wykonałem trzy rysunki przedstawiające miejskie budynki UM w Koźlu. Był to rysunek siedziby Urzędu Miasta przy ul. Piramowicza 

oraz budynek, w którym obecnie mieści się Urząd Stanu Cywilnego, 
a także rysunek zabytkowego Podzamcza w Koźlu. O ile z pierwszymi dwoma rysunkami nie było żadnych problemów wykonawczych, to już z rysunkiem Podzamcza miałem pewne problemy natury technicznej. Wymyśliłem bowiem, aby wraz z Podzamczem na rysunku były także widoczne dwie baszty – które moim zdaniem tworzą pewien zwarty kompleks zabytków w tym rejonie Kędzierzyna-Koźla. Jedyne miejsce skąd w miarę dobrze widać wszystkie te obiekty jednocześnie, to jest wieża pobliskiego kościoła parafialnego pw. Św. Zygmunta i Św. Jadwigi Śląskiej. 
Po uzyskaniu zgody władz kościelnych oraz po odpowiednich instrukcjach zachowania bezpieczeństwa na kościelnej wieży – co było o tyle ważne, że wieża nie jest przygotowana do zwiedzania jej przez osoby nieuprawnione – na wiele godzin usadowiłem się w dogodnym miejscu u szczyty wieży kościelnej, skąd dosyć dobrze widziałem interesujące mnie obiekty. W efekcie  powstało coś w rodzaju panoramy tej części Koźla.
Kilka lat później w 2015r będąc w urzędzie miasta dowiedziałem się, że z okazji 40- lecia połączenia Kędzierzyna oraz Koźla w jedno miasto, wydany zostanie okolicznościowy znaczek z jedną z moich grafik.  I rzeczywiście w styczniu prasę obiegła taka oto wiadomość – cytuję za Nową Gazetą Lokalną:

„Kędzierzyn-Koźle znów uwieczniony na znaczku
14/01/2016

Podczas ostatnich Obchodów Światowego Dnia Filatelisty w Opolu, zaprezentowano kolejny znaczek pocztowy związany z historią miasta.
To kolejna gratka dla filatelistów. Wcześniej walor został wydany na 40-lecie miasta, kolejną okazją była 170 rocznica powstania dworca w Kędzierzynie, tym razem bohaterem grafiki jest kozielski zamek. Znaczek został wydany w cyklu „Zabytki Opolszczyzny”, a autorem grafiki, która przedstawia podzamcze i kozielski zamek jest Grzegorz Fuławka, artysta malarz związany z Kędzierzynem-Koźlem. Grafikę udostępnił urząd miasta, a o całość wydawnictwa zadbał zarząd opolskiego okręgu Polskiego Związku Filatelistów. /publ.k/ „


Była to dla mnie niewątpliwe wielka satysfakcja, gdyż nie co dzień się zdarza wydawanie znaczków okolicznościowych z imiennymi pracami artystów.


Znaczek był w kolorze sepii – choć pierwotny rysunek jak zwykle w kolorach czarno-białym.

Renowacja zabytkowych i bardzo starych ksiąg

Kilka lat temu zgłosił się do mnie pewien pan, któremu niegdyś odtwarzałem zdobienia na bardzo zniszczonej starej ramie do obrazu. Rama stanowiła dla niego cenną pamiątkę rodzinną, a sposób jej odtworzenia oraz efekt końcowy były bardzo dobre, co oczywiście bardzo ucieszyło tego klienta, który przy okazji zamówił do tej odnowionej i dosyć nietypowej ramy obraz. Ten pan jest częstym moim klientem przywożąc mi co i rusz stare obrazy do czyszczenia i drobnych prac naprawczych, a obrazy te (zazwyczaj bardzo cenne) wyszukuje i kupuje za marne pieniądze na wszelkich targach staroci. Tym razem ten miłośnik staroci przywiózł mi do renowacji bardzo stare dwie księgi, bardzo sfatygowane , ale już sam widok tych ksiąg budził spory respekt, gdyż pochodziły (sic!) z 1753 roku i były rarytasami w swej dziedzinie. Obie księgi o tematyce religijnej miały drewniane okładki oprawione w skórę, a zamykane były (uszkodzonymi) mosiężnymi klamrami, z których w dodatku jednej brakowało.


            Wszystko przedstawiało dosyć żałosny widok z uwagi na zniszczenia jakie poczynił czas w obu księgach, ale główne zniszczenia były spowodowane nieodpowiednimi sposobami obchodzenia się z tak cennymi księgami. 


Nie chciałem podjąć się tej tak bardzo poważnej pracy konserwatorskiej, gdyż była to perspektywa bardzo poważnej i żmudnej pracy i była pracą dla jakiejś pracowni konserwatorskiej lub muzeum, gdzie także dokonuje się niekiedy takich napraw. Niemniej ten pan obstawał przy swoim twierdząc, że jak mnie zna, to na pewno taką pracę wykonam zgodnie z wszelkimi kanonami i regułami sztuki konserwatorskiej, a jednocześnie zgodnie z jego oczekiwaniami. Owszem, kiedyś robiłem drobne naprawy starych książek, ale nigdy nie naprawiałem aż tak starych - a tym bardziej tak bardzo cennych ksiąg. W końcu uzgodniliśmy zakres prac jakie mam wykonać i przystąpiłem do pracy.

Trochę przerażały mnie drewniane okładki obu ksiąg, które były rozwarstwione i bardzo zdeformowane z wieloma ubytkami,






 a pokrywająca je skóra też  miała wiele ubytków.

 Rozlatujące się płótno na grzbietach obydwu zabytków również wymagało wymiany. Przyznaję, że tu bardzo cennymi i bardzo pomocnymi okazały się rady i wskazówki doświadczonego introligatora, któremu również zdarzało się oprawiać oraz naprawiać stare księgi zgodnie z regułami sztuki. 

Choć jak przyznał  pan Jan Potoniec nie miał zlecanych tego typu prac odtworzeniowych , w dodatku w tak skomplikowanym zakresie. Pewnym problemem były też klamry mosiężne, z których jedną musiałem wykonać całkowicie nową, ale tak by niczym nie różniła się od pozostałych – na których widać było patynę czasu.

            Ku memu zaskoczeniu problem też stanowiły nity, którymi wszystkie klamry spinające były przymocowane do skóry spinającej drewniane okładki. W przypadku wykonania nowej klamry, największym problemem okazała się tu nietypowa grubość blachy mosiężnej, której przez bardzo długi czas nie mogłem nigdzie znaleźć, ale w końcu ten pozornie błahy problem blachy udało mi się pokonać. Przez dłuższy czas nie mogłem znaleźć odpowiednich nitów mosiężnych, których już dawno nie używa żaden ze znanych mi zakładów. Tu również z wielką pomocą przyszedł mi mój kolega Tadeusz Pocałuń, które potrzebne mi nity zakupił gdzieś w Niemczech.

Sam przebieg prac renowacyjnych trwał dosyć długo i najlepiej obrazują to zdjęcia, a moja ingerencja sprowadzała się tu jedynie do zmontowania w całość obu ksiąg, ale tak by w niczym nie naruszyć ich zabytkowej wartości. 

Wymagało to niekiedy wielu bardzo nietypowych zabiegów i przeróżnych kombinacji. Ale na pewno było to dla minie bardzo cenne i frapujące zajęcie, a właściciel obydwu ksiąg nie krył swego zadowolenia widząc końcowy efekt mojej pracy. Zabawnym momentem było, gdy nie mógł odróżnić starej klamry od tej nowej wykonanej przeze mnie. 

Przyznaję, że po latach widząc obie klamry na zdjęciu – też nie potrafię wskazać tej oryginalnej.