piątek, 6 grudnia 2013

Pierwsze rysunki piórkiem

Z początkiem 1993r miałem do podpisania pewne dokumenty z Ministerstwa Kultury i Sztuki, na których niezbędna była również adnotacja Wydziału Kultury Urzędu Miasta w Kędzierzynie-Koźlu. Wówczas kierownik tego wydziału pan Daniel Nurzyński zaskoczył mnie pewną propozycją, pytając:
- Czy piórkiem w tuszu mogę wykonać jakieś rysunki np. architekturę, gdyż urząd miasta chciałby kilka takich rysunków w tej właśnie technice - przedstawiających architekturę Kędzierzyna-Koźla? 

Bardzo mnie zaskoczyła ta propozycja, ale odpowiedziałem, że nie powinno być z tym problemu. Wówczas pan kierownik zaproponował, abym wykonał na próbę np. trzy dowolne rysunki kędzierzyńsko-kozielskich budynków na kartonie w formacie A4, a później - jeżeli rysunki będą dobre, urząd zleci mi więcej takich prac, gdyż takie rysunki przedstawiające miejscową architektury będą im potrzebne (jako ilustracje) do informatora miejskiego – jaki miasto zamierza wydać.

Po wyjściu z budynku urzędu miejskiego byłem bardzo ucieszony tą niespodziewaną propozycją, a jednocześnie miałem niezłego „ćwieka”, gdyż na dobrą sprawę takich rysunków w tuszu nigdy nie wykonywałem – nie licząc rysunków technicznych czy jakichś bazgrołów, które niekiedy wykonują konstruktorzy na marginesach desek kreślarskich.
 Ale słowo się rzekło „kobyłka u płota” i trzeba było coś zrobić z tą moją deklaracją - „nie powinno być problemu”. 

Przez kilka dni miałem niezłego łamańca umysłowego, „kombinowałem jak koń pod górkę” chodząc po mieście, a oglądając różne budynki typowałem, który by tu z nich wziąć na „pierwszy ogień”. Jednocześnie w pracowni robiłem różne szkice i na kartonach ćwiczyłem oraz układałem rękę do obsadki z piórkiem, które gdzieś wygrzebałem w szpargałach pozostałych po moim teściu. Bardzo też uważnie oglądałem i studiowałem na wszelkie sposoby jeden z jego genialnych rysunków – wykonany właśnie piórkiem, w którym wprost niesamowicie uchwycił architekturę gotyckiej katedry w Metz (Francja), mieszkając przez jakiś czas w pobliżu tejże katedry.
W końcu wytypowałem trzy budynki i zacząłem na poważnie je rysować – najpierw ołówkiem, a później te szkice wykańczałem tuszem. Pierwszymi rysunkami były: baszta w Koźlu, kościół parafialny w Koźlu oraz budynek urzędu miasta. Gdy po kilku dniach zaniosłem te rysunki do wydziału kultury okazało się, że zrobiły nawet korzystne wrażenie i w tej sytuacji uzgodniliśmy kolejne budynki, które miałbym narysować. 

Oczywiście na tę okoliczność została sporządzona stosowna umowa, zawierająca szczegóły wykonywanych przeze mnie prac oraz warunki moich praw autorskich – mojej pierwszej umowy na dzieło artystyczne. Byłem bardzo przejęty tym zleceniem, ale jeszcze bardziej byłem przejęty gdy powstawało opracowanie książkowe, zawierające różne miejskie informacje ilustrowane rysunkami piórkiem,wraz z ich historycznymi opisami - również w języku angielskim. Napięcie sięgnęło zenitu, gdy dostarczono do urzędu miasta nowiutkie informatory, pachnące jeszcze farbą drukarską. Pamiętam jak wtedy kierownik wydziału kultury pan Daniel Nurzyński, zwracając się do wszystkich, którzy przyczynili się do powstania tego opracowania wypowiedział znamienne słowa :
- Proszę Państwa, oto jesteśmy świadkami historycznego wydarzenia, gdyż zarówno w naszym mieście, jak i w województwie nigdy jeszcze nie było tak obszernie artystycznie ilustrowanego informatora. A to co leży przed nami jest pierwszym takim opracowaniem i ono przejdzie do historii”.
Drugim autorem podobnych prac umieszczonych w informatorze był pan Andrzej Tokarczyk. Wielkie wrażenie na wszystkich zebranych robiła już sama obwoluta informatora oraz równie okazała stopka redakcyjna.






Byłem bardzo dumny widząc ten informator sprzedawany w kioskach oraz zbierając pochwały w lokalnych gazetach, czy w miejscowej rozgłośni „Radia Park” i oczywiście pochwały od znajomych. Ten informator był (jak na tamte czasy) na tyle okazały i robił tak pozytywne wrażenie, że jako prezent wręczany był przez władze Kędzierzyna-Koźla różnym osobistościom goszczącym w naszym mieście. Jedną z takich osobistości, goszczącą wówczas w K-K był ówczesny premier RP, pan Jan Krzysztof Bielecki, któremu również przekazano specjalny egzemplarz tamtego informatora.


Kilka lat później będąc w auli tutejszego Technikum Budowlanego (obecnie Zespół Szkół Nr 1) bardzo się zdziwiłem widząc na ścianach namalowane dekoracje auli, którymi były powiększone i skopiowane rysunki do wysokości ok 1 metra – w tym między innymi moje rysunki z tamtego historycznego informatora. Jeszcze bardziej się zdziwiłem, gdy ujrzałem dwa z tych moich pierwszych rysunków wykonywanych na próbę. Okazało się, że te z wielkim pietyzmem powiększone rysunki na ścianie – były kopiowane z informatora -

- a wykonywali je uczniowie technikum w ramach prac dyplomowych. 

Jakiś czas temu, gdy chciałem zrobić zdjęcia tych wielkich kopii moich rysunków, dowiedziałem się od pani dyrektor Urszuli Więcek, że sala auli była niedawno odnawiana, a malując ściany auli zrobiono wszystko, aby nie zamalować tych naściennych grafik. Dlatego odnawiając aulę bacznie pilnowano, aby same rysunki pozostawić nietknięte i nienaruszone. Gdy niedawno robiłem zdjęcia tamtych powiększeń, z przyjemnością stwierdziłem, że odnowienie auli bardzo wyeksponowało tamte rysunki sprzed lat i dodało im dodatkowego uroku, gdyż dawne ciemniejsze miejsca na ścianie, w połączeniu z jaśniejszym obecnie odcieniem oraz czarnymi kreskami rysunków, dało niemal wrażenie trójwymiarowości wszystkich rysunków. A jednocześnie uświadomiłem sobie, że również w tym przypadku spełniły się dawne słowa pana Daniela Nurzyńskiego o przejściu do historii tych moich pierwszych rysunków wykonywanych piórkiem.




 Zdjęcia z auli Zespołu Szkół Nr 1 w Kędzierzynie-Koźlu

Dla porównania rysunków wówczas robionych do informatora oraz prac wykonywanych obecnie, prezentuję (porównawczo ) wówczas oraz  niedawno wykonany rysunek ANIOŁA w Sławięcicach w K-Koźlu.

Rys ANIOŁA, anioła wykonanego przed II wojną światową (odlany ze spiżu, wys. ok 2,5 m), który przechodził bardzo burzliwe i nieprawdopodobne dzieje, a uratowany potajemnie ze złomowiska przez mieszkańców Sławięcic, obecnie stoi obok sławięcickiego kościoła

Od początku moich zmagań z kreską, z piórkiem i z tuszem, bardzo często wracam do tego genialnego rysunku mojego teścia, który od początku był dla mnie swoistą „biblią” kreski w tuszu i wspaniałym wzorem, mimo że nieco udoskonaliłem i zmieniłem zarówno sposób wykonywania swych rysunków, jak i niezbędnego mi do tego sprzętu. 
I często też zadaję sobie pytanie, co by było gdybym w 1993 roku nie poszedł do urzędu miasta i gdybym np. odmówił propozycji pana Daniela Nurzńskiego?
Katedra w Metz we Francji, technika - tusz, piórko, rys. Zenon Pawlaszczyk


W następstwie ukazania się tej obszernej publikacji pt:„Informator Kędzierzyn-Koźle”, Nowa Trybuna Opolska” przez wiele miesięcy (co tydzień) na swych łamach zamieszczała moje rysunki przedstawiające kościoły na Opolszczyźnie. 

Podobne publikacje moich prac zamieszczał ogólnopolski Nasz Dziennik” oraz kilka jeszcze pism o zasięgu ogólnopolskim czy regionalnym. Wszystkie te prezentacje były dla mnie niesamowitym dopingiem do coraz lepszej pracy, podnoszenia poziomu i stałego ulepszania wykonywanych prac. Tym bardziej, że w okolicznych szkołach i przedszkolach w tamtejszych przeróżnych „Kącikach regionalnych”, poczesne miejsce zajmowały moje rysunki prezentujące co ciekawsze obiekty architektoniczne – tak powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego jak i Opolszczyzny. 

Jednak najbardziej ucieszyłem się gdy w jednym z kozielskich przedszkoli, z kserokopii moich rysunków panie przedszkolanki 
zrobiły puzzle dla tamtejszych dzieci oraz kolorowanki dla przedszkolaków po to, by  maluchy lepiej poznawały tutejsze okolice i budynki.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Wielkie Serce

W tym samym czasie w 1984r namalowałem też inny portret Ojca Świętego JPII (na płycie pilśniowej), z którym to obrazem miałem wielkie problemy. 
Polegały one na tym, że mimo iż wszystko jakby było na obrazie w porządku, podobizna twarzy uchwycona, itd, ten obraz nie do końca się wszystkim podobał, a ja byłem wręcz załamany.

Wielokrotnie i na różne sposoby przerabiałem i przemalowywałem ten obraz, aż wreszcie obraz wyglądał tak jak powinien i również wręczyliśmy go z żoną jako upominek w kręgi rodzinne. W tamtych czasach (rok 1984/85) były pewne problemy z zakupem odpowiednich ram do obrazu, tym bardziej że ten portret miał nieco nietypowe wymiary i nie można go było oprawić gotową ramą. W tej sytuacji u góry obrazu gwoździem przebito mały otwór i obraz zawisł w rodzinie bezpośrednio na ścianie – jedynie na gwoździu i bez oprawy.



Portret papieża na tym gwoździu wisiał sobie przez kilka lat na ścianie, jednak przyszedł czas na odnowienie i pomalowanie ścian , dlatego obraz zdjęto. Jakież było zdumienie, gdy pod obrazem zobaczyliśmy jak wyglądała ściana pod tym obrazem i w jaki sposób oraz w jaki kształt ułożył się kurz na ścianie, który zawsze zbiera się pod wszystkimi obrazami na każdej ścianie.

Po zdjęciu portretu papieża, w tym miejscu znajdowało się wielkie serce, które utworzył właśnie ten kurz zbierający się przez lata pod obrazem. 

Było to coś niezwykłego, gdyż serce miało wielkość około 30 centymetrów i było znacznie jaśniejsze od ściany, którą przez wiele lat kurz znacznie przyciemnił. Po rodzinnej naradzie na temat tego "niezwykłego obrazu” przerwano prace związane z malowaniem pokoju.


Wielokrotnie różne osoby ( w tym również księża ) odwiedzający rodzinę, pytali co to za dziwny malunek przedstawiający serce na ścianie i zawsze bardzo się dziwili tak niespotykanemu efektowi samoistnego ułożenia się drobinek kurzu pod portretem Ojca Świętego Jana Pawła II. 


Co to może oznaczać? Nie wiem. 
Choć wszyscy widzący to Wielkie Serce na ścianie powstałe z kurzu pod obrazem mają swoje zdanie na ten temat. 
Pamiętam, że mój śp. teść wielokrotnie powtarzał: „... a wtedy przyjdzie jedno WIELKIE SERCE i ono ozdrowi ludzi ...” - często cytując nam fragmenty polskiej poezji.

Pierwsze obrazy

Moja przygoda z malarstwem rozpoczęła się dosyć nietypowo i trochę zaskakująco w 1984 roku, w czasie gdy pracowałem jako konstruktor specjalista w Zakładzie Naukowo–Badawczym kędzierzyńskich „AZOTÓW”.
Mój teść był bardzo dobrym oraz znanym malarzem i często namawiał mnie do malowania mówiąc:Grzegorz, ty masz bardzo dobre wyczucie perspektywy, a w końcu pracujesz na desce kreślarskiej i masz pojęcie o rysowaniu, to na pewno malowanie obrazów nie będzie dla ciebie trudnością”.
Nie specjalnie mnie „kręciły” te zachęty teścia, jednak bardzo często obserwowałem jego pracę oraz całymi godzinami potrafiłem siedzieć i ją podziwiać, a szczególnie wielką i niezwykłą sprawność z jaką malował swe obrazy. W prezencie ślubnym teść namalował nam portret Stańczyka wg obrazu Jana Matejki. Ten „STAŃCZYK” do dzisiaj wisi w naszym domu na honorowym miejscu.

Kiedyś dałem się namówić teściowi na namalowanie pejzażu olejnego, ale szło mi to „jak po grudzie” i na wiele lat dałem sobie spokój z malowaniem. Po śmierci teścia w listopadzie 1983r pozostało po nim mnóstwo farb, pędzli, werniksów, zagruntowanych płócien i wszelkich akcesoriów malarskich, z którymi nie bardzo było wiadomo co zrobić, gdyż nikt specjalnie nie był zainteresowany kontynuacją działalności mego teścia.
Wówczas coś mnie tknęło i mówię do teściowej:Może gdzieś w komórce złożyć ten sprzęt, bo kto wie - może ja zrobię z niego jakiś użytek – tym bardziej, że tato często zachęcał mnie do malowaniaOkoło pół roku później coś mnie napadło i oznajmiłem rodzinie, że biorę się za malowanie obrazów. 

 Stało się to dokładnie 01 marca 1984r. Żona bardzo się zdziwiła moim nagłym olśnieniem i chęcią do malowania, natomiast synowie ( wówczas 10 lat i 7 lat) bardzo się ucieszyli, że tato będzie malował tak jak dziadek. Jednak widząc moje nieporadne zmagania z pędzlem i farbami oraz nieudolne tego efekty, szybko ogarnęło ich zwątpienie co do zdolności malarskich taty. Mimo to, jednak bardzo uważnie obserwowali moją pracę – co i rusz doradzając mi – a raczej krytykując poszczególne elementy malowanego obrazu.
 Pierwszy obraz (pejzaż) o wymiarach 40x25 cm malowałem przez trzy dni. W trakcie malowania obraz jakby podzielił się na trzy części. Pierwszą część (z prawej strony) malowałem jeden dzień i ta część dokładnie pokazywała moje malowanie „na siłę”. Drugą część (środkową) malowałem drugi dzień i ta część już była nieco lepsza. Najlepsza była część trzecia, gdyż tu już było widać jakąś nadzieję, że coś tam jednak potrafię. Niestety nie mogę nigdzie znaleźć tego pierwowzoru moich wypocin malarskich.

Potem namalowałem pejzaż zimowy – ten obraz na szczęście zachował się w mojej (kilka razy przenoszonej) pracowni, choć tę miałem dopiero od 1986 roku. Trzecim obrazem był bukiet kwiatów w wazonie, który ku memu zaskoczeniu znalazł nabywcę. Był to czysty przypadek tylko dlatego, że po śmierci teścia, jeszcze przez wiele miesięcy przychodzili do teściowej nabywcy chcąc kupić jakiś obraz, których dosyć sporo uchowało się po śmierci teścia. Ktoś akurat chciał kupić kwiaty w wazonie i teściowa niewiele myśląc pokazała ten mój obraz – nic nie mówiąc, że wcale nie namalował tego jej mąż. 


Ku zaskoczeniu, obraz nawet się spodobał i został kupiony. Była to wielka radość nas wszystkich, a jednocześnie niesamowity dla mnie bodziec i materialna zachęta do dalszego malowania. Czwarty obraz namalowałem dla mojej żony i jest to wizerunek Chrystusa wg odtworzonego zdjęcia z Całunu Turyńskiego. 
Ten obraz do dzisiaj wisi w naszym domu i z wielkim sentymentem niekiedy z uwagą go oglądam, dziwiąc się jak go wtedy namalowałem. 
Wizerunek Chrystusa widoczny po lewej stronie, w środku "STAŃCZYK" - wykonany przez mego teścia

Potem również wykonałem podobnego „Stańczyka” wg obrazu Jana Matejki – też całkiem udana kopia. Później wykonałem jeszcze kilka obrazów i wówczas podjąłem zaskakujące zobowiązanie. 

Jako że zbliżała się pierwsza rocznica śmierci teścia, powiedziałem żonie, że dziesiątym moim obrazem będzie portret Ojca Świętego Jana Pawła II i ten obraz przekażę księdzu po mszy rocznicowej. Gdy już kończyłem obraz (na płycie pilśniowej), bardzo się cieszyłem, gdyż zarówno twarz jak i ręce (najtrudniejsze elementy do malowania) bardzo mi się udały. I tu doszło (dzisiaj tak to widzę) do zabawnego zdarzenia. Zadowolony z malowanego obrazu, w pewnym momencie zwróciłem się do żony z takimi słowami; 
- A może ja kiedyś namaluję jakiś obraz dla papieża?”
Na co moja żona: 
- Ty mi tu nie opowiadaj głupot, tylko bierz się do roboty bo nie zdążysz z tym obrazem.

Po dziewiętnastu latach (28 maja 2003r) mój obraz - kopię obrazu „Matki Bożej z Koźla” wręczono Ojcu Świętemu JPII podczas audiencji generalnej na Placu Świętego Piotra.

Gdy w rocznicę śmierci mego teścia po mszy w jego intencji, wręczyłem proboszczowi obraz z papieżem, ten bardzo się zdziwił, że po moim teściu uchował się tak okazały portret papieża. Jednak jeszcze bardziej się zdziwił i nie bardzo chciał wierzyć, gdy mu powiedzieliśmy, że ten obraz to ja namalowałem właśnie jako dar za mszę rocznicową w intencji teścia. Po latach zawsze gdy się spotykaliśmy, ksiądz proboszcz pamiętał o tamtym moim obrazie, obrazie – którego on z kolei komuś podarował.

Jednak (wspomniany wcześniej) mój trzeci obraz - kwiaty w wazonie - który jako pierwszy został sprzedany, bardzo mnie zdopingował i motywował do dalszego malowania. Tamte pierwsze moje obrazy wpłynęły również i na to, że synowie byli już przekonani, że jednak ich tato potrafi malować obrazy, gdyż tak jak obrazy dziadka, również mają nabywców.

Ale te pewne sukcesy „komercyjne” spowodowały również i to, że kilka co bardziej udanych obrazów przekazaliśmy z żoną jako upominki w kręgi rodzinne i pośród znajomych. Z wielką sympatią wspominam kolejny – bardzo udany - portret papieża, który przekazaliśmy jako upominek memu (ś.p. obecnie) wujkowi z Lęborka, a którego cała nasza rodzina bardzo ceniła i który był przez nas wszystkich bardzo lubiany.

Wkrótce później namalowałem podobny obraz i do dzisiaj „ten drugi PAPIEŻ” wisi na jednej ze ścian naszego domu ( http://fulawka.pl/olejne64.html )

niedziela, 25 sierpnia 2013

130 postaci na jednym obrazie

Kilka lat temu zwróciło się do mnie pewne wydawnictwo o wykonanie na płótnie całej Drogi Krzyżowej według przekazanego wzoru. Ta praca też była dosyć nietypowa, gdyż wszystkie stacje miały być namalowane farbami olejnymi na jednym płótnie o wymiarach 135 x 95 cm. 


 Rzecz była o tyle skomplikowana, gdyż (jak policzyłem pod koniec pracy) na obrazie, na czternastu stacjach Męki Pańskiej namalowałem łącznie 130 postaci. Taka spora ilość postaci na jednym obrazie sprawiła, że de facto było to malowanie miniatur, a dodatkową trudnością była powtarzalność kilku postaci w różnych ujęciach.


 Pierwsza stacja umieszczona jest u dołu płótna po prawej stronie, by stąd (poziomami) przechodzić ku górze, kolejno poprzez wszystkie czternaście stacji, aż do złożenia Chrystusa w grobie.
Zleceniodawca dostarczył mi wzór takiego obrazu, który w pastelach wykonał ktoś z artystów plastyków, jednak zdaniem zleceniodawcy, zależało mu na bardziej wyrazistych postaciach, gdyż obraz po zeskanowaniu miał posłużyć jak matryca dla druku większej ilości plansz do prezentacji pomocnych na lekcjach nauki religii w Polsce i nie tylko. 


Miałem namalować same stacje Drogi Krzyżowej bez ich opisu, gdyż te miały być wykonane już podczas bezpośredniego drukowania plansz. Nieco czasu zajęło mi dotarcie do szczegółowych reprodukcji poszczególnych stacji, gdyż bez tych reprodukcji wykonanie zlecenia nie było by możliwe. A w czasie pracy na tym zbiorczym obrazem nie było jeszcze takich możliwości skorzystania z pomocy internetu jak obecnie. 





Ten dosyć skomplikowany obraz też stał się ważnym elementem, w mojej dotychczasowej pracy artystycznej – choć była to w istocie kopia na bazie 14 obrazów – tyle że skomasowana na jednym płótnie.


niedziela, 7 lipca 2013

Nietypowy rysunek

Bardzo nietypową moją pracą stał się zamówiony przed laty rysunek fragmentu muru. Bardzo zaskoczyło mnie takie zamówienie, ale jednocześnie było to dla mnie ciekawe wyzwanie, gdyż nigdy dotychczas nie wykonywałem tego typu prac. Owszem robiłem wiele różnych rysunków, ale zazwyczaj to była ogólna architektura, często wraz z otaczającym ją plenerem alby same plenery, ale nigdy szczegółowy rysunek muru. Okazało się, że ten fragment muru jest bardzo ważnym i zabytkowym elementem budownictwa, które niegdyś stało się przełomowe w budownictwie światowym.
Po uzgodnieniach okazało się, że rysunek ma odzwierciedlać poszczególne kamienie tej budowli w skali niemal rzeczywistej. Miał być narysowany na kalce technicznej w dużym formacie. Abym nie popełnił jakiegoś błędu, osoba zamawiająca cały czas miała możliwość na bieżąco śledzić poszczególne etapy mojej pracy.



Znaczną trudnością był tu bardzo krótki czas, w jakim miałem wykonać pracę oraz wyjątkowo krótki czas przesyłki rysunku do adresata mieszkającego poza Polską. Dodatkowo narzuciłem sobie jeszcze jedną trudność, aby rysunek był jak najbardziej zbliżony do czarnobiałego zdjęcia, oczywiście wykonywanego piórkiem.

Sporo czasu zajęły mi dokładne przemyślenia jak to zrobić, ale zazwyczaj tego typu problemy i rozterki zawsze ma każdy malarz i każdy artysta pracujący pod konkretne zamówienie. Osoba zamawiająca przesłała mi bardzo szczegółowe zdjęcia muru jaki miałem narysować i od tej chwili szybko zabrałem się do pracy.

Postęp prac przebiegał bardzo szybko i sprawnie, zamawiający nie wnosił żadnych zastrzeżeń, jednak po ukończeniu całej pracy okazało się, że poważne problemy dopiero się zaczynają.
Rysunek odpowiednio zapakowany i zabezpieczony przesłany był jako super pilna zagraniczna przesyłka kurierska. Jednak służby celne na lotnisku w Warszawie nie chciały zezwolić na wywóz tej pracy z Polski uznając, że jest to wyjątkowe dzieło sztuki, na wywóz którego za granicę potrzebne są specjalne zezwolenia i ekspertyzy od różnych ważnych instytucji.

Takiej przeszkody nikt się nie spodziewał, a sprawa stała się wyjątkowo nagląca, gdyż nieubłaganie zbliżał się końcowy termin – bardzo ważny dla zamawiającego. Często załatwianie wszelkich ekspertyz i zezwoleń na wywóz dzieła sztuki, nie zawsze jest takie proste i niekiedy bardzo czasochłonne.
I wtedy zdecydowałem się na coś, czego zazwyczaj nie robią artyści, którzy raczej bardzo cenią sobie własne prace. Natomiast ja zacząłem przekonywać służby celne, że zatrzymany przez nich rysunek nie jest żadnym dziełem sztuki. Udowadniałem różnymi sposobami, że jest to zwykły – ot taki sobie rysunek techniczny, beż żadnej wartości artystycznej, itd, itd. Ta samodegradacja mojej pracy trwała dosyć długo, ale była dosyć przekonująca, gdyż w końcu udało mi się dopiąć swego i niemal w ostatniej chwili rysunek opuścił granice Polski i dotarł do adresata. Później otrzymałem podziękowania za tę okazałą pracę – znacznie przekraczającą wyobrażenia osoby zamawiającej i o wiele lepszą niż się spodziewano. Ze zrozumiałych względów nie mogę ujawnić z jakiego kraju miałem to nietypowe zamówienie, ani dla kogo, ani w jakim celu i dlaczego ten rysunek był tak ważny i niezbędny zamawiającemu. Zobowiązuje mnie do tego zawarta umowa.



Dzisiaj, gdy przeglądam archiwa swoich prac, ten rysunek uważam za bardzo ważny, nietypowy i trochę przełomowy etap w mej twórczości, mimo że tak go deprecjonowałem i obniżałem jego wartość artystyczną wobec służb celnych :-) 

poniedziałek, 1 lipca 2013

Obraz Matki Bożej Różańcowej.

Jedną z moich prac specjalnych jest obraz Matki Bożej Różańcowej, choć ten obraz olejny stał się dosyć wyjątkowy dopiero z chwilą jego ukończenia. Obraz był malowany na zamówienie jednego z księży, urodzonego w Tarnopolu na Wołyniu (obecnie Ukraina). Oryginał obrazu przed II wojną światową zdobił kościół w Tarnopolu – kościół całkowicie zburzony już po wojnie z polecenia ówczesnych władz komunistycznych Związku Radzieckiego. Oryginał obrazu MB Różańcowej został potajemnie wywieziony do Polski i obecnie znajduje się w jednym z poznańskich kościołów.
Obraz który namalowałem, nie jest dokładną kopią, gdyż w uzgodnieniu z zamawiającym obraz księdzem, w tej pracy wprowadziłem pewne zmiany. Obraz został ukończony w czasie bardzo ciężkiej choroby papieża Jana Pawła II, gdy cały świat z niepokojem śledził stan zdrowia Wielkiego Polaka. 
Pracę nad obrazem rozpocząłem kilka miesięcy wcześniej i nie ukrywam, że miałem z nim dosyć poważne problemy. Jednak podczas jednej z konsultacji, zamawiający obraz ksiądz zasugerował, aby w gronie aniołów otaczających Matkę Bożą namalować twarz papieża Jana Pawła II - wielkiego orędownika i czciciela Matki Chrystusa. Od tego momentu - z chwilą podjęcia decyzji o namalowaniu w obrazie twarzy JPII, praca została ukończona bardzo szybko, a samą twarz papieża namalowałem na samym końcu niemal natychmiast – bez żadnych poprawek. W tym czasie stan zdrowia papieża był bardzo ciężki, a pod oknami papieskimi na Placu Świętego Piotra w Rzymie trwały nieustane czuwania i modlitwy chrześcijan z całego świata. 
Tamta przygnębiająca sytuacja w znacznym stopniu dopingowała mnie w pracy nad ukończeniem obrazu. Kilka godzin później agencje światowe podały komunikat o śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II – 02 kwietnia 2005r.


Do dzisiaj nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć tego całego zdarzenia z malowaniem tego obrazu, choć mam wiele przemyśleń na ten temat i również kilka refleksji księdza, któremu opowiedziałem o ostatnich dniach i chwilach malowania obrazu. Na temat tych niezwykłych zbieżności powstawania obrazu pisano również w tutejszej Gazecie Lokalnej .

Matka Boża Różańcowa (2005). 
U góry po prawej stronie w gronie aniołów -obecnie Święty papież Jan Paweł II .
Obraz został przekazany do nowo zbudowanego kościoła w Tarnopolu. Natomiast później wykonana podobna kopia obrazu (innego autora), znajduje się w kościele parafialnym w Reńskiej Wsi koło Kędzierzyna-Koźla.


.
Dawny, zburzony kościół w Tarnopolu. 
Obraz  namalowany w 2008r (na zamówienie tego samego księdza) znajduje się w nowo zbudowanym kościele parafialnym w Tarnopolu na Ukrainie. Widok kościoła został odtworzony w oparciu o przedwojenny plakat z rysunkiem kościoła oraz w oparciu o fragmenty dawnych zdjęć.


piątek, 14 czerwca 2013

Rysunek na rzecz Fundacji „SERCE”

Rysunek przekazany na rzecz Fundacji „SERCE”
Pałac w Rogowie Opolskim


W ramach akcji „Polscy Artyści Plastycy - Dzieciom” - oryginał rysunku (tusz, piórko) sprzedany na aukcji w Nowym Jorku. 
Katalog Akcji 2005/2006 Nr katalogowy 44

Rysunek pałacu powstał wcześniej i był jedną z prac związaną z promocją Rogowa Opolskiego, który obchodził 700-lecie istnienia. Z tej okazji wydano też folder promocyjny pt: „Piórkiem po Rogowie Opolskim” - w formie zestawu rysunków-pocztówek, na których uwieczniłem znaczniejsze i charakterystyczne budowle tej znanej miejscowości. Tamten zestaw rysunków-pocztówek, zapoczątkował całą serię kolejnych folderów tego typu dla wielu innych miejscowości.

Wystawa "Piórkiem Grzegorza Fuławki"

Z reguły nie biorę udziału w wystawach, co też podaje publikacja wydawnictwa „Who is Who w Polsce”. Jednak sporadycznie ulegam tej pokusie i tak się stało w 2011 roku przy okazji kolejnych Jeździeckich Mistrzostw Gwiazd Art Cup - Zakrzów 2011. Wystawa moich rysunków, a raczej wystawka plenerowa, po uzgodnieniach z panem Andrzejem Sałackim została usytuowana na czas mistrzostw przy wejściu do zakrzowskiego pałacu.Tu muszę przyznać, że wystawa powstała przy znacznej pomocy Urzędu Miasta w Kędzierzynie-Koźlu, gdyż jako mieszkaniec K-K od lat promuję też miasto, w którym mieszkam. Pokłosiem wystawy, była przyznana mi nagroda Prezydenta Miasta Kędzierzyna-Koźla – za rozsławianie naszego miasta w dziedzinie kultury.
W drugim dniu wystawy zorientowałem się, że moje prace zyskały znaczne uznanie przebywających na Art Cup zaproszonych gości, a katalog wystawy rozchodził się szybciej niż świeże bułeczki. Dzięki namowom mojej żony, w drugim dniu mistrzostw miałem przy sobie księgę pamiątkową, a wpisy jakie zechciały umieścić w niej przebywające w Zakrzowie gwiazdy naszego kina, telewizji, estrady, dziennikarstwa, itd – wprost zwaliły mnie z nóg. Największe wrażenie wywarł na mnie wpis tenora Juliana Ursyna Niemcewicza o treści: ”My przeminiemy ale sztuka Grzegorza pozostanie na wieki”. Poniżej prezentuję kilka zdjęć i wpisów z mojej księgi pamiątkowej z okazji tej wystawy pt. „Piórkiem Grzegorza Fuławki”. Zdjęcia artystów umieszczone przy wpisach pochodzą z publikacji pt: „Jednodniówka Jeździecka XIV Jeździeckie Mistrzostwa Gwiazd Zakrzów 2011” wrzesień 2011, pod redakcją - red. nacz. Barbara Krasowska, Jacek Świgoń.

Autor wraz z małżonką Magdaleną


Pierwszy wpis - pani Krystyna Helbin - Wójt Gminy Polska Cerekiew, jedna z pomysłodawczyń organizacji Art Cup na terenie gminy Polska Cerekiew. 
Jako drugi wpisał się Przewodniczący Rady Gminy Polska Cerekiew pan Jerzy Kołeczko. 
U dołu wpisał się Marek Frąckowiak, który mnie zaskoczył, gdyż okazało się, że oprócz wybitnego aktorstwa także maluje. A jego rysunek pod wpisem dowodzi, że nie tylko ma talent aktorski. Tu dopowiem ciekawostkę, że pan Marek jako pierwszy z gości mistrzostw widział montowaną wcześnie rano ekspozycję wystawową. Jego uznanie, a nawet pewna pomoc w montażu ekspozycji wystawowej zwiastowały pomyślny odbiór wystawy przez gości zaproszonych na Art Cup.

Marek Frąckowiak - w trakcie wpisu do księgi pamiątkowej


Poniższy wpis autorstwa znanego rysownika pana Henryka Sawki. Ten błyskawicznie wykonany rysunek-dedykacja, jest dla mnie bardzo cenną pamiątką

Henryk Sawka w trakcie błyskawicznego rysowania i wpisu do księgi pamiątkowej


Wpis znanego artysty plastyka Jacka Reczyńskiego.
 Ten rysunek konia pan Jacek wykonał w kilkanaście sekund


Bohaterowie popularnego serialu "RANCZO". Sylwester Maciejewski oraz Bogdan Kalus
U dołu wpis Krystyny "Kiksy" Kołodziejczyk

Agnieszka Perepeczko


Anna Powierza


Emilia Krakowska 


Marek Siudym 


Paweł Kleszcz (na zdjęciu z Joanną Jeżewską)


Tenor Julian Ursyn Niemcewicz i wpis, o którym pisałem na wstępie relacji z wystawy


Katalog wystawy „Piórkiem Grzegorza Fuławki” - w formie zestawu rysunków-pocztówek.






poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rysunek dla Marka Torzewskiego

Rysunek Baszty Północnej na Rynku w Polskiej Cerekwi (rysunek tuszem, piórko). Wykonany na  zamówienie Urzędu Gminy w Polskiej Cerekwi. Oryginał rysunku podarowano tenorowi Markowi Torzewskiemu podczas jubileuszowego koncertu z okazji 25 lecia pracy artystycznej tego wybitnego tenora scen światowych – Art Cup 2008r. 
 Baszta Północna w Polskiej Cerekwi (rysunek tuszem, piórko)


Chwilę po wręczeniu prezentów Markowi Torzewskiemu podczas podczas jubileuszowego koncertu. Pośród wielu artystów na scenie – podarowany obraz - w rękach żony pana Marka, pani Barbary Torzewskiej.
 

                Marek Torzewski w czasie swego rewelacyjnego koncertu jubileuszowego. 
Art Cup 2008 - Zakrzów.