Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2013

Wielkie Serce

W tym samym czasie w 1984r namalowałem też inny portret Ojca Świętego JPII (na płycie pilśniowej), z którym to obrazem miałem wielkie problemy.  Polegały one na tym, że mimo iż wszystko jakby było na obrazie w porządku, podobizna twarzy uchwycona, itd, ten obraz nie do końca się wszystkim podobał, a ja byłem wręcz załamany.
Wielokrotnie i na różne sposoby przerabiałem i przemalowywałem ten obraz, aż wreszcie obraz wyglądał tak jak powinien i również wręczyliśmy go z żoną jako upominek w kręgi rodzinne. W tamtych czasach (rok 1984/85) były pewne problemy z zakupem odpowiednich ram do obrazu, tym bardziej że ten portret miał nieco nietypowe wymiary i nie można go było oprawić gotową ramą. W tej sytuacji u góry obrazu gwoździem przebito mały otwór i obraz zawisł w rodzinie bezpośrednio na ścianie – jedynie na gwoździu i bez oprawy.


Portret papieża na tym gwoździu wisiał sobie przez kilka lat na ścianie, jednak przyszedł czas na odnowienie i pomalowanie ścian , dlatego obraz zdjęto. Jakież …

Pierwsze obrazy

Moja przygoda z malarstwem rozpoczęła się dosyć nietypowo i trochę zaskakująco w 1984 roku, w czasie gdy pracowałem jako konstruktor specjalista w Zakładzie Naukowo–Badawczym kędzierzyńskich „AZOTÓW”. Mój teść był bardzo dobrym oraz znanym malarzem i często namawiał mnie do malowania mówiąc: „Grzegorz, ty masz bardzo dobre wyczucie perspektywy, a w końcu pracujesz na desce kreślarskiej i masz pojęcie o rysowaniu, to na pewno malowanie obrazów nie będzie dla ciebie trudnością”. Nie specjalnie mnie „kręciły” te zachęty teścia, jednak bardzo często obserwowałem jego pracę oraz całymi godzinami potrafiłem siedzieć i ją podziwiać, a szczególnie wielką i niezwykłą sprawność z jaką malował swe obrazy. W prezencie ślubnym teść namalował nam portret Stańczyka wg obrazu Jana Matejki. Ten „STAŃCZYK” do dzisiaj wisi w naszym domu na honorowym miejscu.
Kiedyś dałem się namówić teściowi na namalowanie pejzażu olejnego, ale szło mi to „jak po grudzie” i na wiele lat dałem sobie spokój z malowaniem.…